wtorek, 21 lutego 2012

coś Ci opowiem, tylko nie mów nikomu, nawet sobie...

wiesz bywają takie noce, bywają takie noce kiedy nic się nie dzieje złego...
bywają...
spokojne, dobre noce, kiedy leżę obok Ciebie i słucham Twojego oddechu i boje się niemądrze zasnąć bo czuję, że jak odpłynę to stracę te bezcenne chwile kiedy jesteś ze mną...
śpiąc z Tobą prawie nigdy nie spałam, leżałam wtulona w Twoje ciało i chłonęłam każdą cząstką siebie Twoje ciepło, łowiłam receptorami skóry oddechy, wsłuchiwałam się w pochrapywanie...
a najbardziej lubiłam patrzeć na Ciebie...
wyglądasz wtedy jak mały chłopiec, rysy Ci łagodnieją, znikają cienie pod oczami, usta delikatnie się uśmiechają...
wyciągałam wtedy dłoń i dotykałam Twoich włosów, jak ja kocham Twoje włosy, ta burza loków niezmiernie mnie rozczula i podnieca zarazem...
myślałam wtedy zawsze- obudź się, popatrz na mnie, muśnij moją twarz, pocałuj moje usta...
noce są takie krótkie, zwłaszcza te spokojne, dobre noce, przy Tobie...
pamiętam je wszystkie, może dlatego, że mam pamięć absolutną , może dlatego, że wtedy byłeś przy mnie, Twoje ciało nigdzie się nie spieszyło, mogłam na Ciebie patrzeć i mówić Ci to czego nie mogłam za dnia...
och gdybyś wiedział ile Ci opowiedziałam ciekawych historii, śmiesznych i smutnych, strasznych i takich, które miały uspokoić Twoje myśli...
nigdy nie odważyłam się powiedzieć Ci tego co najważniejsze, to musisz mi wybaczyć, bo nie chciałam Cię stracić nawet we śnie...

wiesz bywają takie noce, bywają takie noce dobre i bezpieczne, noce z Tobą...
każdą z nich chowam głęboko na potem, na zapas, żeby ją przywołać kiedy zrobi się sino i szaro...
jak skarb, jak dar, który mi nieświadomy niczego dałeś, najcenniejszy dar, prezent z którego się umiem cieszyć...

obudziłam się dzisiaj rano, z resztkami snu pod powiekami, sen przykleił mi się do rzęs, policzków, piersi, ust, miałam go we włosach i na nadgarstkach, pod kolanami, w zgięciach łokci...
wciąż ten sam sen...
zaczynam się niepokoić czy umiem jeszcze śnić inne sny, choć ten jest dla mnie najważniejszy...
bo we śnie słyszę Twój głos...
zadajesz mi wciąż to samo pytanie i wołasz moje imię...
a ja Ci niezmiennie odpowiadam na to pytanie, wciąż tak samo...
jednym słowem - tak...
tylko - tak...
tego drugiego słowa nie wypowiem bo nawet we śnie nie chcę Cię utracić...
nie dlatego, że się boję, bo lęk nie ma tu nic do rzeczy ale dlatego, że właśnie czuję to czego powiedzieć Ci nie mogę, bo to słowo jak nóż między nami, rozcina nas na pół, a przecież mieliśmy zlepiać, tworzyć coś razem, budować...razem...
więc dlaczego mnie tak uparcie o to pytasz we śnie ?
jeszcze się kiedyś głupia zapomnę i Ci to powiem i nawet we śnie mnie zostawisz, uciekniesz ode mnie...
nie pytaj mnie o to  bo i tak to wiesz...
proszę...

Lu obudził mały kot. Baraszkują, słyszę śmiech. Nagle Ona woła- mamo, mamo, masz mokrą poduszkę, kocica zsikała ci się na poduszkę, mamoooo...
wchodzę do sypialni, dotykam materiału, jest mokry, zabieram poduszkę zawstydzona, uspokajam Lu, że to nie to o czym myśli...to tylko łzy córeczko, mówię jej w myślach...patrzę w moje lustro i już wiem dlaczego tego ranka mam takie zielone oczy, wymyte do czysta...i wstydzę się tych moich łez bo skoro jesteś ze mną co noc we śnie to dlaczego ja płaczę ? może to ze szczęścia, że jesteś...
w nocy, we śnie...
że, słyszę Twój głos...
ale to zupełnie inna historia...

poniedziałek, 20 lutego 2012

po trójkącie...

bywają takie dni kiedy nic się nie dzieje, nic...
rozglądam się po tym dzisiejszym, analizuje drobiazgowo...
nie stało się przecież nic, nic ważnego się nie stało...
mogłabym wzruszyć ramionami, odwrócić się i zająć się swoimi sprawami...

dlaczego nie umiem ?

bo te drobiazgi, które zbudowały mój dzisiejszy dzień są dla mnie ważne...
była radość, potem smutek, myśli, zaufanie, strach, pogodzenie się, pokora, nadzieja, pokora, wiara...

rozglądam się, ani śladu obojętności...
tego uczucia jakoś nie umiem w sobie wzbudzić...
oby nigdy więcej nie zagościło we mnie...
i zwątpienie...

byłam dziś złamanym drzewem i bardzo się bałam...
ale to ostatnie uczucie...
wiara...

ale to zupełnie inna historia...

kiedyś mi to wysłałeś...




niedziela, 19 lutego 2012

warszawa...

byłam w Warszawie...
nie sprzątałam domu...
byłam w Warszawie sprzątać moje życie...
już jej nie lubię...zdradziła mnie...

byłam w Warszawie po Lu...
jest mi smutno i źle...
tak po prostu...

chciałabym tylko podziękować bliskim mi osobom za troskę i gotowość do niesienia pomocy...

jest mi smutno i źle...
ale to zupełnie inna historia...

a tak za mną ta piosenka łazi...bez związku zupełnie...


i jeszcze ...



sobota, 18 lutego 2012

terapia...

kiedy jest mi źle
kiedy bardzo zimno w moim życiu
kiedy już dochodzę do tej granicy, że nie umiem uśmiechnąć się do mojego lustra

sprzątam
porządkuje
sprzątam
układam

dziś mój dom będzie lśnił
może to pomoże mi odszukać cień blasku we mnie


Dla Ciebie :), popatrz jak potrafię...

piątek, 17 lutego 2012

chłopek z emocjami i popsute serce...

Roztopy, ciapa, breja...jak ja tego nienawidzę i nawet obietnica wyższej temperatury nie wpłynęła znacząco na mój zimowy nastrój i stosunek do pogody. A już na pewno nie pomogło to moim stopom w przemoczonych do cna butach. Właśnie próbowałam je ratować o 8 rano w pracy kiedy do mojej klasy wpadła koleżanka z dziwnym zapytaniem.
Czy nie mam chłopka z emocjami ?
Popatrzyłam na nią dziwnie i pierwsze co mi przyszło do głowy to po pierwsze primo- nie chłopka tylko chłopaka a po drugie primo i ten błysk myśli w mojej głowie mnie poraził....czy widziałaś kiedy głupoto jedna by mężczyźni mieli jakieś emocje i na dodatek jeśli mają to czy je w ogóle ujawniają i w jaki sposób.... ?
Kolejna myśl poraziła mnie jeszcze bardziej. Oczywiście, że je mają i nawet znam takiego jednego chłopaka z emocjami ale skąd ona do cholery o tym wie :) ? Popatrzyłam na nią bardzo podejżliwie i zapytałam niepewnie- ale o co Ci kochana chodzi ? No chłopek z emocjami - trajkotała nie zrażona moją miną. Chłopek z emocjami- Jezu- taka zabawka edukacyjna. To mnie już kompletnie zbiło z tropu i nawet rozśmieszyło. Bo moja głowa pomyślała tak - mężczyzna jako zabawka edukacyjna- boże święty- co za przedmiotowe traktowanie tematu. Mężczyżni jeśli już iść tokiem rozumowania mojej koleżanki to nie służą do edukowania a jeśli chodzi o zabawę to owszem, czasem jest zabawnie i to bardzo :). Lubię mężczyzn poczuciem humoru , a to niestety wielka rzadkość.
Męskie emocje. To wyższa szkła jazdy. Kobieta płacze mężczyzna milczy, kobieta krzyczy mężczyzna milczy, kobieta mówi mężczyzna milczy. Milczy i co on sobie do cholery wtedy myśli ? Kurna to zagadka. Tak jego emocje są milczące i broń cię panie boże nie puści pary z gęby na ich temat, czasem tylko popatrzy ale nawet nie drgnie mu powieka. No owszem puszczają mu czasem nerwy i wtedy jest już bardzo źle, bo wtedy wszystko się wylewa strugą nie do opanowania, ale zazwyczaj milczy...wtedy najlepiej też nic nie mówić, zostawić go w spokoju....męskie emocje...o to temat nie na moją kobiecą głowę, zwłaszcza na moją bo ja wtedy staram się natychmiast tę strugę zatrzymać, naprawić wyrwę, załatać dziurę...te moje nerwowe ruchy, bezsensowne działania...a wystarczy poczekać, spokojnie, cierpliwie i w milczeniu...

Nerwowe ruchy, no właśnie...szkodzą mi, mojemu sercu, które chyba ostatnio zupełnie się popsuło i najgorsze jest to, że nic już nie pomaga. Biorę tabletki bo miały mi je uspokoić i dupa, nic... Ono sobie bije jak chce, zupełnie mnie już nie słucha. Mówię , mu, tłumaczę, uspokój się już, jak małemu dziecku, spokojnie i rzeczowo z nim rozmawiam, nie pomaga, czule do niego przemawiam, szepczę zaklęcia, nie pomaga. W końcu już bardzo zirytowana krzyczę na nie, wrzeszczę prawie- jak się kurwa nie postawisz do pionu to cie wytnę i wtedy mnie popamiętasz....nie działa....kładę się na boku, zwijam w kłębek, naciągam kołdrę na głowę i może wtedy ból mnie nie znajdzie, może przejdzie obojętnie, może nie zauważy...
Ale jak mam się położyć w pracy, w sklepie, w autobusie ? No jak? Jest kurna co raz gorzej, rozbestwiło się już całkiem, bezczelne. Ten nierówny rytm mnie dobija, nienawidzę go, patrzę na moją klatkę piersiową i widzę jak się z niej wyrywa.
To nawet byłoby zabawne, gdyby nie ten cholerny ból. Wstaję, chodzę....coś staram się robić, nie zwracać uwagi...męczę się szybko, nie mogę oddychać, kręci mi się w głowie, wiec znowu się kładę i całą zabawa zaczyna się od nowa, ono obija się o klatkę żeber, skronie pulsują, czuję ostry ból w zatokach, krew chce się wyrwaać z żył, na wolność, krew ucieka mi dłoni i stup, jestem kredowo białą, sina...Najgorsze jest to, że ono się kurna teraz psuje w nocy najczęściej, no ileż można ? Nienawidzę tego stanu, tego mojego popsutego serca. Kto zechce takie popsute serce, nawet ja już go nie chcę, nawet ja...

wiem, że nie mogę ulegać emocjom, wiem ale jak bez nich żyć ? byłabym tylko zabawką edukacyjną typu, dziewczyna bez emocji...jak wygląda taka zabawka ? kartonowa twarz i puste oczy bez wyrazu. przyklejony do twarzy uśmiech, idealne ciało, posągowe, obowiązkowo bez gestykulacji wypielęgnowanych dłoni. może markowe ciuchy ? ach jakże poukładana jak puzzle w pudełeczku, wszystkie części do siebie pasują, idealnie, nie ma mowy o jakich kolwiek ubytkach,  załamaniach, zwłaszcza nerwowych, , nierównościach. dziewczyna ideał, o umyśle ostrym jak brzytwa, jasnym i klarownym.

No, pomyślcie jakim koszmarem byłoby życie, z taką kobietą ? Mówiłaby- może kawki, kochanie, może kotlecika, może ci buzię wytrzeć kochanie ? I to ciągłe pielęgnowanie swojej idealnej urody, szlifowanie umysłu bez wszechmiar idealnego ? Kobieta bez blizny i skazy ? Boże aż cierpnie mi skóra...Bez emocji podchodziłaby do wszystkiego, jej idealnie funkcjonujący rytm dnia i gotowość do rozwiązywania każdego problemu...Jakiego problemu ? Przecież ona nie mogłaby mieć żadnych. Na jej idealnej planecie nie istnieją burze i troski, smutki i wahania. Bez problemu podejmowałaby decyzje i wdrażała w życie, Szast pras i już się dzieje i to wszystko z uśmiechem na twarzy, bez łez i drżącego głosu...Wszystko równiutko jak po sznurku

całe szczęście, że ja taka nie jestem :), jestem więc dziewczyną z emocjami
tylko to popsute serce...
ale to już zupełnie inna historia...

a to dla chłopaka z emocjami :)


czwartek, 16 lutego 2012

w tym szaleństwie jest metoda...

http://www.doradca.com.pl/po_godzinach/lyteratura/kot-w-pustym.htm


Ale szalony dzień, a jeszcze się nie skończył...no właśnie. Siedzę sobie teraz na moim jeszcze narożniku i czekam aż woda dopełni wannę. Robię sobie ultra mega gorącą kąpiel. Tak wiem to mocno niewskazane dla mojego serca ale, ja tak to lubię. Po głębszym zastanowieniu postanowiłam, że będę sobie robić drobne prezenty, dla samej siebie, a co tam. Dziś tym prezentem będzie ta kąpiel. Ktoś powie, kąpiel, phi co to za prezent ? O dla mnie to milowy krok.
Siedzę sobie tak i słucham jak woda leci do wanny, mały kot w osobie Izydora wpakował mi się bezczelnie na kolana i mruczy jak wariat. A ja sobie myślę o tym co dziś usłyszałam od mojej koleżanki z pracy...Z bardzo mądrą miną powiedziała mi, że skończę jako samotna kobieta z kotem na kolanach. Ech, pomyślałam sobie w duchu co Ty tam wiesz młoda damo :). Jak będę miała tego kota na klanach to jak mogę być samotna. Kurcze po zastanowieniu stwierdzam, że może ona ma i rację. No sama nie wiem, czas pokarze.
Na razie faktycznie siedzę z tym małym kotem sama i leje sobie wodę na samotną kąpiel. Jej jakie to niedorzeczne i jakie realne zarazem. No cóż jest jak jest.
Ranek u mnie jak zwykle szalony. Wstałam o 6, w wariackim amoku prasowanie i pakowanie Lu. Bowiem moje dziecię pojechało z prezesem i jego kobietą do Warszawy. By spełnić zapotrzebowanie prezesa, musiałam się bardzo sprężyć, bo jakoś wcześniej nie miałam do tego weny. Więc pospieszne pakowanie, szykowanie na bal, na który Lu przed wyjazdem zażyczyła sobie pójść, sprzątanie, śniadanie i odprowadzanie Lu do szkoły w pełnym rynsztunku.
Boże...dokonałam tego w między czasie czyszcząc kotom kuwety, karmiąc koty, czesząc zapłakaną i sfochaną Lu, szykując swoją skromną osobę do pracy i na wizytę do adwokata. Jestem super mamą, super  mocną kobietą, nad człowiekiem bo wszystko to odbywało się w perspektywie brnięcia przez zaspy śnieżne, gonitwy z czasem i gonitwy moich myśli.

Ale...ale wszystko załatwiłam, zdążyłam, spakowałam, przyszykowałam...tylko kurna malowałam te swoje smutne oczyska już w pracy :). No bo adwokat i w ogóle trzeba przyzwoicie wyglądać. Bo się skończy jako samotna kobieta z tym kotem itp.

Adwokat, miły młody człowiek udzielił porady, za darmochę, bo po znajomości. Chyba powinno mnie to zastanowić, to i wygląd jego gabinetu, który wyglądał jak składzik na szczotki. No cóż- pomyślałam sobie- jest młody, na dorobku i nawet jego mono nie oficjalny strój mi nie przeszkadzał, bo mądrze do mnie gadał, paragrafami. Kazał wiele uczonych rzeczy zrobić i polecił się nie martwić, bo damy sobie radę.
Ale na koniec, boże mój złoty, który widzisz to i słyszysz zapewne wszystko i nie grzmisz powiedział, coś w stylu- jeśli pani tego nie załatwi, skończy pani jako samotna kobieta z kotem na kolanach...:) No żesz wyobrażacie sobie moją minę :). Wszyscy nagle uparli się wciskać mi jakieś kociska, na moje kolana i wszyscy wokoło to jakieś pieprzone wróżki czy co ?

To fakt posiadam kota, a nawet chwilowo dwa, jestem sama, a co najgorsze jestem kobietą ale żeby aż tak z grubej rury :). Ja wam jeszcze wszystkim pokaże ! Pójdę i się wykąpie, a potem to może nawet coś zjem i...jeszcze...no, pogłaszczę kota na moich kolanach...
ale to zupełnie inna historia...

dodam, że jest 17:52...tak zdecydowanie jest coś na rzeczy :), samotność to szarość tego wieczoru, to smutek w moich oczach, to kot na kolanach...i pada wciąż śnieg, tak leciutko, delikatnie, bez skrępowania, bez zobowiązań, bez...wszystkiego




i dla Ciebie...
jakoś pogubiłam w majlach to co miałam tu  umieszczać od Ciebie, ech ta moja niesubordynacja :), obiecuje poprawę ...więc dziś tak będzie, o :)

środa, 15 lutego 2012

nie pamięć...

nie napiszę nic odkrywczego, nie taka moja rola, nie mam takiej wiedzy ani właściwie chęci
ten blog nie temu służy by pisać o odkrywczych rzeczach , to zapis moich myśli, uczuć, mojego życia
nie dążę do tego by ktoś to czytał, oceniał, by się komuś podobało, lub nie
to moje życie, zwyczajne życie, życie kobiety, która jest sama, która ma ośmioletnią już córkę i , która wbrew wszystkiemu wierzy...
dziś strasznie na dworze, nie pamiętam takiej śnieżycy
śnieg na dworze i śnieg w moim sercu
pada
byłam przed chwilą na spacerze, jest tak cicho, szłam i słyszałam tylko bicie mojego serca, trochę nierówny rytm, kłócił się z miarowym rytmem moich kroków
to trochę tak jak w moim życiu, dysharmonia, a tak bardzo pragnę harmonii, tak naprawdę tylko tego
utopia, być może ale przecież trzeba mieć jakiś cel, trzeba mieć marzenia
szłam i nawet nie było mi zimno, to zaskakujące bo mi zawsze jakoś zimno, ale nie teraz

stałam na ulicy i myślałam- jaka piękna katastrofa

teraz jestem w domu, mały kot śpi mi na kolanach, kocica przytuliła się do Lu
nie czekam na nic, bo nic się nie wydarzy, czas płynie, piję herbatę i słucham mruczenia kota
jutro rano jak zwykle wstanę, uśmiechnę się do mojego lustra i wejdę w życie idealnie ubrana, w czarnej sukience i nawet pomaluję sobie oczy
sukienka się suszy a oczy są smutne
ale ten typ tak ma, to nic strasznego
powoli zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że opuszczę to miejsce, że już nigdy nie usiądę przy oknie w kuchni, nie wyjdę latem na pijany rozbuchaną zielenią ogród
nie jest mi żal z tego powodu, przyczyną mojego żalu są inne sprawy
może to złamany dziś w pracy paznokieć, może nie zapłacone rachunki, może coś zupełnie innego
chyba to ten zepsuty telefon
mały kot się obudził, ta jego mina
mimowolnie się uśmiecham
patrzy na mnie i czeka
ja nie
a może jednak
mimowolnie się uśmiecham, jednak się uśmiecham
chyba w głębi duszy jestem tą wesołą dziewczyną, tylko o tym zapomniałam
lubię się śmiać całą sobą
tylko te oczy, to wymaga czegoś więcej niż żartu by się roześmiały
ale to już zupełnie inna historia...

a piosenka, no dla Ciebie, żebyś nie marudził, że tu smutno... :)















wtorek, 14 lutego 2012

dla mężczyzny tam od kobiety tutaj...



dziś, żadne słowa, bo wszystkie ważkie i nie na miejscu...
bo żadne nie oddadzą tego co mogłabym powiedzieć...
bo waga tych słów nie na moje kruche nadgarstki...
ale ubrałam dziś dla Ciebie letnią sukienkę i choć mnie w niej nie zobaczysz to noszę ją dzisiaj ogrzewając ciepłem swojego ciała małe bukieciki róż, bo materiał w róże,  rozkwitają w okolicy mojego serca dla Ciebie...
i widzę Cię w moim lustrze gasząc uśmiechem wszystkie Twoje smutki...

słucham tej piosenki, bardzo często... :)

piątek, 27 stycznia 2012

wiara, nadzieja i siła sprawcza...

No właśnie. Zamknęłam poprzedniego bloga, pożegnałam się z madmargot, ale to nie znaczy, że nie będę pisać. Czasem trzeba coś podsumować, zamknąć by mogły się otworzyć nowe drzwi. Tak mi powiedział T. a ja uczę, podkreślam uczę się słuchać. Na naukę nigdy nie jest za próżno, na wyciąganie wniosków tym bardziej. Oby były właściwe. Obym umiała je wyciągnąć i zastosować.
Może w sumie na początek małe wyjaśnienie...
Dlaczego tak. A dlatego, że w moim życiu zaszły zmiany, ja się zmieniłam, zmieniam właściwie, bo to proces i choćbym ze wszystkich sił chciała żeby nastąpiło to szybko, muszę czekać i przepracować to wszystko w sobie.
Pstrykanie palcami nic tu nie pomoże, nerwowe ruchy prowadzą do katastrof i porażek, tylko czas ...muszę czekać...cierpliwe czekać...czekanie nie oznacza nic nie robienia, czekanie to dla mnie czas na działanie, przemyślenie wszystkiego i praca nad sobą. Wiem, że nie mam go dużo, bo nie jestem już nastolatką, bo może zdarzyć się zapowiadany koniec świata i unicestwi mnie w pół myśli i w pół gestu, bo mogę umrzeć na zawał co wydaje się całkiem prawdo podobne. Nie stać mnie też na jego stratę z zupełnie innych powodów, ale o tym jeszcze napiszę.
No wiec wracamy do naszych baranów. Początkowo myślałam o tym by zamknąć definitywnie tego bloga i stworzyć coś zupełnie nowego, zupełnie w innej rzeczywistości ale przecież od przeszłości nie można uciec i chyba nie ma takiej potrzeby. Ona nas buduje i stwarza i tylko od nas samych zależy jak ją wykorzystamy, czy wyciągniemy wnioski na przyszłość, czy będziemy pochopnie i beztrosko popełniać takie same błędy. Ja właśnie ostatnio taki błąd popełniłam i będąc właśnie beztroską i pochopną w słowach zraniłam bardzo bliską mi osobę. I dlatego też postanowiłam dzisiaj tę notkę tu umieścić. Właśnie tu i teraz. Bo to co robimy nie pozostaje bez śladu, bo nie uciekniemy przed tym, bo wpływamy swoimi czynami i słowami na życie innych i przez to należy się im szacunek. Ale to zupełnie inna sprawa i sama muszę się z nią uporać i stawić czoło konsekwencją swoich czynów i słów.
Nie odrzucam wiec przeszłości, spróbuje, podkreślam spróbuje po prostu pójść inną ścieżką. Być może trudniejszą, ale już byłam na łatwej i do niczego dobrego mnie ona nie doprowadziła. To jest mój wniosek, moje przemyślenia, moja zmiana. Zmieniłam się też fizycznie i nie chodzi tu o wagę, kolor włosów, choć jestem teraz prawie blondynką ale o to, że nigdy wcześniej w życiu się tyle beztrosko nie śmiałam i robią mi się zmarszczki od tego śmiechu :). Nigdy nie byłam taka swobodna, nigdy nie robiłam rzeczy, które zrobiłam przez te ostatnie tygodnie. I to już zawsze będzie we mnie i to już na zawsze pozostawiło we mnie ślad. To moja zmiana, bo miałam szczęście spotkać na swoje drodze kogoś kto mi to podarował, umożliwił, pokazał, że może być inaczej...

Dlaczego wiara ? Bo wierzę...
Dlaczego nadzieja ? Bo ją mam...
A siła sprawcza  ?
Jest wokół nas i w każdym z nas. Wystarczy ją dostrzec.Tylko zawsze jakoś ludzie za daleko patrzą, nie dostrzegają tego co przed nimi. Ale przecież najważniejsze jest niewidzialne dla oczu, oczy są ślepe trzeba szukać sercem...Więc czemu się dziwię ? Bo miłość, bo to przecież ona jest tą siła sprawczą, bo miłość...to ta trudna droga...Wymaga od nas cierpliwości, zrozumienia i akceptacji. Pokory.

chciałam napisać to mądrzej, inaczej,cały czas nosiłam właściwe słowa w głowie, ważyłam je, dobierałam...ale wyszło właśnie tak, zwyczajnie...prosto...

ścieżka, którą chcę pójść nie jest łatwa ale to moja ścieżka, moja zmiana, dzięki Tobie T, ale moja...

ps. pożegnałam madmargot, zagości tu weselsza dziewczyna, ja nie twierdzę, że nie obejdzie się czasem bez histerii i poleją się też łzy i będziemy rozdzierać szaty ale :), to też ja tylko z innej już perspektywy...

oj ale to trudne, ale kto powiedział, że będzie łatwo ;)

Faust w pracowni :
" Ciekawe pytania zostają bez odpowiedzi-
Bezowocne cierpienie, niezasłużony sukces...
Teologia niezmiennie mówi o lepszych czasach, które nadejdą,
Nauka odkrywa sztuczne członki i prawdziwy dynamit,
Alchemia przy ogromnych kosztach zmienia ołów w ołów,
Sztuka wzrusza samolubnymi boginiami i otyłymi boginiami,
Zaś Prawo odwołuje się do praw, które zatwierdzają jego prawnicy,
Logika natomiast powiada, że wszystko zależy od tego, jak co się rozumie...
Więc muszę żyć i umrzeć w dziełach Arystotelesa ? "

- Czym jest życie -
Faust chodził między zwałami pergaminów-
Jeśli nie powolniejszą formą samobójstwa ?

Pierwszorzędny mówca
Znalazł w sobie słuchacza pierwsza klasa.
- To rzeczywiście zaszczyt -
Zaszczekał pies,- Mógłbym tak tu warować
Słuchając cię przez całą wieczność,
To znaczy cały dzień.

- Sądziłem, że dało ci to więcej,
Niż gdybyś tylko patrzył- powiedział Faust,
Głaszcząc go.

- Skoro mówimy o samobójstwie,
Mógłbym może na coś się przydać- zauważył pies,
Głaszcząc Fausta.








niedziela, 22 stycznia 2012

głodny duch, pomęidzy światami...czyli moje życie bez antydepresantów...

http://www.youtube.com/watch?v=QKLAaCas68g&feature=related


Zamykam tego bloga, znikam, żegnam...
Faktycznie, idąc za tym co mi ktoś bardzo ważny dla  mnie powiedział, pisałam tu same głupoty...postanowiłam, że Go będę słuchać, obiecałam Mu to, to przemyślana decyzja...

Blog powisi tu jeszcze przez jakiś czas i sup do kosza, bez żalu...
Bardzo wam wszystkim dziękuje, że byliście blisko, że czytaliście, och dzięki za wszystko :)

nie będzie już madmargot, będzie dziewczyna z tej piosenki


bez ps, osoby, które mnie choć trochę znają wiedzą co chciałabym powiedzieć, ale ja za dużo gadam więc nie powiem już nic

koniec i cisza

:)(:

dla t.

napiszę cię
nie słowami, ciszą
napiszę cię
po wewnętrznej stronie uda
palcami, delikatnie
magiczne znaki zaklinam
napiszę cię
jak tatuaż, na zawsze
kocham i nienawidzę
językiem jak pieczęcią
zalakuje w mroku, wilgotnym
po wewnętrznej stronie uda
zbliżam się powoli
czujesz mój oddech
na skórze
kropelką potu słoną jak łza
spadnę w odchłań
wysiłkiem z rozkoszy
między palcaami zaplatam
czas, cierpliwie
czujesz mój oddech
po wewnętrznej stronie uda
napiszę cię w ciszy, w mroku
dwa słowa, to wystarczy
cała moja przysięga
kocham i pragnę
nienawidzę czasem

przeczytaj...
mnie całą, kość po kości
litera po literze, mieszki włosowe
jak znaki zapytania
wykrzykniki paznokci
ostre i krzykliwe
rubinową czerwienią
skóra jak karteczki białe
gładkie, aksamitne
poraniłeś mi plecy
byłam tylko kalką
odbiłeś mi wewnątrz
do utraty siebie
zamknięte oczy
zatrzaśniete usta
puste dłonie
bez pióra
wysączyłeś atrament mojej krwi
do dna zapomnienia
oddycham twoimi słowami
w ciszy
duszę się ich brakiem

napiszę cię
słowami nie ciszą
po tamtej stronie czasu
po wewnetrznej stronie uda
kocham i nenawidzę
pragnę czasem
w mroku
ciebie
nie ma
już