Jestem zmęczona...nie, niewyspana, zmęczona. Przesypiam teraz całe noce, kładę się i zanim zdążę o czymś pomyśleć, zasypiam. To nienormalne, przynajmniej dla mnie, dziwaczne i nie rozumiem tego. Kilka miesięcy temu mój nocny rytm wyglądał tak, że kładłam się do łóżka czytałam, myślałam, nawiedzał mnie krótki nerwowy sen, budziłam się zawsze o pełnych godzinach z pełnymi minutami, np. 22.22, 1.01, 4.44, zawsze tak nie inaczej. Nawet nie musiałam patrzeć na zegarek. Budziłam się, chodziłam po domu, krążyłam po pokojach, siadałam do laptopa, pisałam, czytałam, kiedy było ciepło wychodziłam do ogrodu. Kiedy miałam zmęczone ciało, kładło się do łóżka, ale sen nie nadchodził, może nad ranem. Wstawałam wypoczęta jednak, śmiało przedzierałam się przez każdą minutę dnia, miałam cel, lekkość w sercu, delikatnie stąpałam po codzienności, niepostrzeżenie zbliżając się ku schyłkowi dnia...
Kilka miesięcy temu, tak było.
Teraz kładę ciało do łózka, ciało automatycznie zasypia, umysł nie...sny, meczą mnie sny a raczej sen, ostatnio, jeden, ten sam od jakiegoś czasu.
Śnię o obcym mi człowieku, nie znam go właściwie. Czuję we śnie jego zapach, intensywny, piękny korzenny, z nutą cytrusową, z nutą świeżości , wiatru morskiego. Znam każdy centymetr jego ciała, kocham się z nim w tych snach, znam jego smak, czuję go na języku kiedy rano idę umyć zęby...nigdy nie widzę jednak jego twarzy.
Czuję pustkę kiedy rano otwieram oczy, tęsknie z nim, myślę intensywnie o nim...
Idąc ulicami tego miasta, jadąc autobusem do pracy, szukam go w spojżeniach mijających mnie mężczyzn i za każdym razem doznaje rozczarowania...to nie on...
Wiem ,że kiedy go zobaczę to go poznam i on będzie wiedział, że to ze mną kocha się co noc...namiętnie i dziko.
Wiem, że to dziwne, to tylko projekcja mojego umysłu, obsesyjna tęsknota za bliskością, miłością, ciepłem ciała drugiego człowieka, ramionami , które mnie oplotą bezpiecznie, ustami, które przecałują bezmiar galaktyki mojego ciała, wiem ,że to tylko pragnienie, tylko tęsknota...
To takie dziwne...
Czuję pustkę bez niego, jestem jak pęknięte naczynie...
Jestem tym zmęczona a jednocześnie ciekawa...
W środku boli mnie całe ciało, chęcią przyjęcia go , ugoszczenia w moim ciepłym wnętrzu..
Moje dłonie są puste brakiem jego ciężaru...
Tęsknie też za przestrzenią, którą czuje w tym śnie, wiatrem i zapachem morza...
Tęsknie za nim...
Mężczyzną, którego twarzy nigdy nie ...
Och sny ;-), idę wiec śnić...
PS. ostatnio, przeczytałam coś co zapadło mi w pamięć " jeśli jesteś moim snem to nie mów mi dzień dobry..." itd. to piękne zdanie i wiersz choć słowo piękne wydaję się być banalne, niepokojące, brzmi lepiej...bardzo pasuje mi do moich nocnych rajdów w głąb, pod podszewkę pragnień mojego dzikiego serca ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sny. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 grudnia 2010
czwartek, 18 listopada 2010
między jawą a snem...
Sny miewam dziwne, prorocze, koszmarne, erotyczne, kolorowe, o lataniu, czarno białe. Śni mi się rzeczywistość, która się wydarzy jutro, śnią mi się moje lęki, marzenia rzadziej. Miewam sny niespokojne, chaotyczne, seryjne, niektóre się niestety powtarzają i są to te z gatunku najgorszych, sny, które dzieją się miedzy jawą a snem, między nocą a dniem, na granicy światła i cienia na granicy dwóch światów. Czuje w nich zapachy, mogę namacalnie kogoś dotknąć, rozmawiać z nim, a najgorsze jest to że ludzie których wtedy widzę dotykają mnie, czuje ich zimne lub ciepłe dłonie na swoim ciele, ich oddechy na swojej twarzy, ich ciężar na swoim ciele.
Jako mała dziewczynka miewałam je regularnie. Budziłam się nad ranem zazwyczaj w okolicach czwartej lub piątej godziny, czując czyjś dotyk, ciężar, obecność... Siadałam na łóżku, a w jego nogach siedzieli oni lub one, parami lub pojedynczo. Nie były to straszne postaci, przynajmniej kiedy byłam dzieckiem, często czułam ich oddechy na swojej twarzy, niecierpliwe dotykanie, szarpanie za rękaw, głosy, głuche lub bardzo dźwięczne zawsze były uprzejme, smutne, tęskniące, puste oczy bez wyrazu. Pięknie ubrane, czysto, stroje jakby wykrochmalone, sztywne, kartonowe.
Ale były też momenty, których nie zapmne bo napawały grozą i budziły niekłamany lęk, jakieś ręce zimne, silne żelaznym uściskiem dusiły mnie, kładły się na mnie, kokosiły, złośliwie uśmiechając się, zamykałam wtedy oczy i udawałam, że ich nie ma... Czasem znikały a czasem nie...
Widziałam je potem odległe, schowane za drzewami w moim ogrodzie, ich niemierzone rzesze upodobały sobie zwłaszcza moją ukochaną jabłoń z sekretną dziuplą. Krążyły wokół niej , topiły swoje dłonie w bezmiarze, rozpływały się we mgle...
Czy były to duchy, nie wiem, chyba nie, czasem nazywa się je zmorami, to chyba były one...
Duchy a właściwie ducha widuje regularnie, to postać mojej babci Eugenii, która umarła w domu w, którym teraz mieszkam. Byłam przy jej śmierci, umierała praktycznie na moich rękach...Kończyłam podstawówkę i pamiętam, że miałam do niej ogromny żal bo nie doczekała mojego pójścia do liceum plastycznego. Umarła przed ogłoszeniem wyniku egzaminów, a tylko ona we mnie wierzyła, tylko ona mnie wspierała w mojej decyzji. Widuje ją często kiedy krążę nocą po mieszkaniu, siedzi na TYM miejscu, miejscu prababci, jej , mojej mamy i moim...A teraz ja walczę o to miejsce z moją Lu To miejsce kobiet, szczególne miejsce przy stole z widokiem na całą ulicę. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie instynktownie wybierały to właśnie miejsce...
Właściwie to chciałam napisać o tym, że dawno nie miałam tych moich snów, snów na jawie. Cztery dni temu stało się i sen do mnie przyszedł, a właściwie to we śnie przyszedł On. Nigdy nie śniła mi się w ten sposób rzeczywista postać, którą znałam, nigdy i ten sen właśnie był przyczyną mojej ostatniej słabości...
Sen...
Była noc, ciemna i trochę mglista, jakby nie mogła się zdecydować jak właściwie zaistnieć, jaką szatę ubrać na ten jej czas. Spałam samotnie w moim wielkim łóżku, w mojej smacznej pomarańczowej sypialni, to był mocny sen, bez snów, głęboki, ciężki aż nie do zniesienia. Czułam przytłaczający ciężar grawitacji, przygniatający moje drobne ciało do materaca, boleśnie i bezlitośnie. Powietrze było geste, oddychałam z trudem, można było kroić je nożem i docinać po kawałku godziny do świtu.
Nagle usłyszałam pojedynczy dźwięk dzwonka, takie dryń, tylko jedna osoba tak dzwoniła zawsze do moich drzwi, potem cisza i drzwi otwarły się. Kroki na korytarzu, w salonie potem w zielonym pokoju, cisza, osoba która weszła do mojego domu stała teraz u progu mojej sypialni.
Zamknęłam oczy aż do bólu powiek, otuliłam się szczelnie kołdrą, byłam odwrócona tyłem do postaci, której obecność czułam każda komórką mojego ciała. Bałam się jak nigdy przedtem, byłam przerażona, ale ta nachalna obecność i oczekiwanie tej osoby bym się odwróciła spowodowały, że po prostu musiałam to zrobić.
Najpierw jednak zapytałam - kto tam ?
I wtedy usłyszałam ten głos, jego głos - to tylko ja, śpij spokojnie to tylko ja, przyszedłem się pożegnać...
Boże wybacz mi, odpuść mi wszystkie moje winy, moją pychę, egocentryzm, ignorancję...
Na progu mojej sypialni stał On, ubrany jak zwykle, często tak chodził. Stał i uśmiechał się do mnie tym swoim uśmiechem, tym jedynym szczególnym...
Patrzyłam jak zaczarowana, stał dwa metry ode mnie i uśmiechał się, słyszałam jego oddech czułam ten zapach...Czas zdawał się nie mieć końca...Wypowiedziałam szeptem jego imię i zamknęłam oczy, kiedy je otworzyłam powitała nie tylko ciemność...
nie wiem , naprawdę nie wiem...
co to było, dlaczego...?
nie mam od niego rzadnych wieści od kilu tygodni, nie wiem czy żyje, czy jest zdrowy nic...
zniknął, ja też co prawda nikogo nie pytam, nie mogę...
nie...
To tylko sen, powtarzam sobie tylko głupi sen...
Tak tylko dlaczego miałam go znów tej nocy...?
Identyczny...
Ciekawe czy kiedy dzisiaj On do mnie znów przyjdzie i ja nie zapomnę zamknąć oczu, będziemy mogli w końcu porozmawiać, tak po prostu ?
Ciekawe ?
właściwie tylko tego bym chciała, słów...
niczego więcej, jak zwykle, słów, które tak pięknie pachną...
Jako mała dziewczynka miewałam je regularnie. Budziłam się nad ranem zazwyczaj w okolicach czwartej lub piątej godziny, czując czyjś dotyk, ciężar, obecność... Siadałam na łóżku, a w jego nogach siedzieli oni lub one, parami lub pojedynczo. Nie były to straszne postaci, przynajmniej kiedy byłam dzieckiem, często czułam ich oddechy na swojej twarzy, niecierpliwe dotykanie, szarpanie za rękaw, głosy, głuche lub bardzo dźwięczne zawsze były uprzejme, smutne, tęskniące, puste oczy bez wyrazu. Pięknie ubrane, czysto, stroje jakby wykrochmalone, sztywne, kartonowe.
Ale były też momenty, których nie zapmne bo napawały grozą i budziły niekłamany lęk, jakieś ręce zimne, silne żelaznym uściskiem dusiły mnie, kładły się na mnie, kokosiły, złośliwie uśmiechając się, zamykałam wtedy oczy i udawałam, że ich nie ma... Czasem znikały a czasem nie...
Widziałam je potem odległe, schowane za drzewami w moim ogrodzie, ich niemierzone rzesze upodobały sobie zwłaszcza moją ukochaną jabłoń z sekretną dziuplą. Krążyły wokół niej , topiły swoje dłonie w bezmiarze, rozpływały się we mgle...
Czy były to duchy, nie wiem, chyba nie, czasem nazywa się je zmorami, to chyba były one...
Duchy a właściwie ducha widuje regularnie, to postać mojej babci Eugenii, która umarła w domu w, którym teraz mieszkam. Byłam przy jej śmierci, umierała praktycznie na moich rękach...Kończyłam podstawówkę i pamiętam, że miałam do niej ogromny żal bo nie doczekała mojego pójścia do liceum plastycznego. Umarła przed ogłoszeniem wyniku egzaminów, a tylko ona we mnie wierzyła, tylko ona mnie wspierała w mojej decyzji. Widuje ją często kiedy krążę nocą po mieszkaniu, siedzi na TYM miejscu, miejscu prababci, jej , mojej mamy i moim...A teraz ja walczę o to miejsce z moją Lu To miejsce kobiet, szczególne miejsce przy stole z widokiem na całą ulicę. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie instynktownie wybierały to właśnie miejsce...
Właściwie to chciałam napisać o tym, że dawno nie miałam tych moich snów, snów na jawie. Cztery dni temu stało się i sen do mnie przyszedł, a właściwie to we śnie przyszedł On. Nigdy nie śniła mi się w ten sposób rzeczywista postać, którą znałam, nigdy i ten sen właśnie był przyczyną mojej ostatniej słabości...
Sen...
Była noc, ciemna i trochę mglista, jakby nie mogła się zdecydować jak właściwie zaistnieć, jaką szatę ubrać na ten jej czas. Spałam samotnie w moim wielkim łóżku, w mojej smacznej pomarańczowej sypialni, to był mocny sen, bez snów, głęboki, ciężki aż nie do zniesienia. Czułam przytłaczający ciężar grawitacji, przygniatający moje drobne ciało do materaca, boleśnie i bezlitośnie. Powietrze było geste, oddychałam z trudem, można było kroić je nożem i docinać po kawałku godziny do świtu.
Nagle usłyszałam pojedynczy dźwięk dzwonka, takie dryń, tylko jedna osoba tak dzwoniła zawsze do moich drzwi, potem cisza i drzwi otwarły się. Kroki na korytarzu, w salonie potem w zielonym pokoju, cisza, osoba która weszła do mojego domu stała teraz u progu mojej sypialni.
Zamknęłam oczy aż do bólu powiek, otuliłam się szczelnie kołdrą, byłam odwrócona tyłem do postaci, której obecność czułam każda komórką mojego ciała. Bałam się jak nigdy przedtem, byłam przerażona, ale ta nachalna obecność i oczekiwanie tej osoby bym się odwróciła spowodowały, że po prostu musiałam to zrobić.
Najpierw jednak zapytałam - kto tam ?
I wtedy usłyszałam ten głos, jego głos - to tylko ja, śpij spokojnie to tylko ja, przyszedłem się pożegnać...
Boże wybacz mi, odpuść mi wszystkie moje winy, moją pychę, egocentryzm, ignorancję...
Na progu mojej sypialni stał On, ubrany jak zwykle, często tak chodził. Stał i uśmiechał się do mnie tym swoim uśmiechem, tym jedynym szczególnym...
Patrzyłam jak zaczarowana, stał dwa metry ode mnie i uśmiechał się, słyszałam jego oddech czułam ten zapach...Czas zdawał się nie mieć końca...Wypowiedziałam szeptem jego imię i zamknęłam oczy, kiedy je otworzyłam powitała nie tylko ciemność...
nie wiem , naprawdę nie wiem...
co to było, dlaczego...?
nie mam od niego rzadnych wieści od kilu tygodni, nie wiem czy żyje, czy jest zdrowy nic...
zniknął, ja też co prawda nikogo nie pytam, nie mogę...
nie...
To tylko sen, powtarzam sobie tylko głupi sen...
Tak tylko dlaczego miałam go znów tej nocy...?
Identyczny...
Ciekawe czy kiedy dzisiaj On do mnie znów przyjdzie i ja nie zapomnę zamknąć oczu, będziemy mogli w końcu porozmawiać, tak po prostu ?
Ciekawe ?
właściwie tylko tego bym chciała, słów...
niczego więcej, jak zwykle, słów, które tak pięknie pachną...
Subskrybuj:
Posty (Atom)