pełnia, nie dostrzegam jej...
mam oczy zamglone Tobą...
pełnia, księżyc inkrustuje moje myśli srebrnym kurzem...
pełnia, nie dostrzegam jej...
oczy zlepione słodyczą kłamstw...
pełnia, wy powiedziałam te wszystkie słowa i teraz wybacz...
wypełnia mnie całą...
blade powieki, rośnie pod nimi niemoc...
srebrny kurz piecze boleśnie, niewygodnie mi z samą sobą...
wypełnia mnie całą...
pragnienie, staje się nieznośne...
wypije zatrutą wodę z białych jak śnieg dłoni , bez żalu...
otulam się ramionami...
ciasno, wiążę moją samotność...
by poczuć czyjąś bliskość, nawet tak obcą jak ja sobie sama...
ciepło ma smak...
zimna tarcza księżyca pachnie intensywnie...
podobno tam byli jacyś ludzie, słyszę jak mówią drwiąco dobranoc...
Myśli jak robaki, toczą moje życie, uparcie zżerają czas po kawałku. Trują mój zdrowy rozsądek, fermentem swych odchodów.
Większość z nich umiera krztusząc się zbyt twardym kawałkiem mojej duszy. I dobrze się dzieje. Tysiące chitynowych pancerzyków. Buduję z nich moją tarcze obronną. Z martwych resztek ich wątłych ciałek, postanowiłam zaprojektować sobie sukienkę, na pożegnalną randkę z nieznajomym.
Mienią się tęczowym blaskiem, wypolerowanym do głębokiej czerni. Jeszcze perły jak mleczne ząbki śmiejącego się dziecka, otulą moją szyję aż do utraty tchu. Aksamitny tusz z tendencją do płaczu, wyostrzy spojrzenie głęboką zielenią...
Przykuwam, uwagę, szpilkami ze smoczej skóry. To moja jedyna ekstrawagancja w całej klasycznej pozie. Nie pomalowane usta kuszą obnażonym wstydem. To moje jedyne odstępstwo od reguły dobrego smaku. Pachnę dojżałą słodyczą melona zgodnie z zasadami gry, kobieco, smacznie do zjedzenia na jeden kęs łakomego robaka...
Żadnych okruszków, ani plamki, mała kosteczka z niesmakiem wypluta w gniewie wypowiedzianych słów- nie obarczaj mnie sobą...zbruka bielą czarny asfalt przed jadłodajnią, którą odwiedzimy...
Zdziwiona patrzę na Ciebie, przecież ja tak niewiele ważę. Moje ciało jest nieważkie, zżarły je robaki, puste jak balon. Nie śmiałabym być niczyim ciężarem, nie chciałabym być twoją porażką. Unoszę się ponad to, zobacz, dumnie szybuje prosto w sine niebo...
Czarny asfalt całuje deszcz, bo to jesień przecież..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 listopada 2010
sobota, 30 października 2010
wspomnienia z mgły utkane
Zeszłoroczna jesień...
Oj zrobiło się fotograficznie, trochę mrocznie, i niesamowicie ale to taka pora, którą uwielbiammm, mniam.
Zbliża się listopad, czas wspomnień i refleksji, wiec dzisiaj będzie trochę tak...
Co najpiękniejsze, to takie ciepłe wspomnienia, niczego nie żałuje, nie opłakuje, po prostu pamiętam .
To jest we mnie, tuż pod skórą, pulsuje żywą czerwienią, siateczką naczyń krwionośnych, prawie czuje ten zapach...jak zamknę oczy. Och było wtedy magicznie, czułam się bezpieczna jeszcze...
Uśmiecham się mimo mrocznego klimatu na zdjęciach, to taki mały prezent dla kogoś mi bliskiego, wciąż i chyba zawsze.
M jak masło...
Dziękuje Ci za cierpliwość dla mnie i akceptacje.
Przepraszam za to co się stało.
Lubię cię bardziej niż masło.
Jestem wciąż myślami tuż.
Nie chcę być cierniem, więc nie komplikuje.
Ale możesz mnie nazwać smokiem, wybacz...
Nie odwracam się, ginę po prostu we mgle.
Skoro Twym przekleństwem jest wszystko pamiętać, niech to będzie właśnie mgliste wspomnienie.
Dziękuje, przepraszam, akceptuje, lecz wybacz...
Lubię Cię bardziej niż masło.
Bo nie chcesz mnie innej.
Wciąż mam wątpliwości.
Bo nie chcesz mnie wcale.
Porozmawiaj ze mną czasem, zapraszam na herbatę i ciastka, dżwi do mojego świata są dla Ciebie zawsze na wpół otwarte, zawsze...
dozoba i pzdr
ciepłe myśli i promienny uśmiech, jak zwykle bez poświeceń...
PS. Wyrósł mi drugi róg, wyobrażasz sobie, narazie ledwo wyczuwalny pod skórą, będzie chyba mocno bolało jak się będzie wyżynał, nie wiem? Ty masz większe doświadczenie w tej kwestii, masz już cały komplet i ogon i kopyta ;-).
Cieszę się bo dualizm jest mi bliski, czułam lekką dysharmonię w moim życiu i brak kompletności a teraz, hmmm :-), dwa rogi to cudzysłów co zamyka mnie klamrą bezpieczną, choć pytania wciąż pozostają otwarte i bez odpowiedzi. Lecz gdybym miała wszystko to umarłabym w jednaj chwili.
choć czasem właśnie o tym marzę, za spacer jesienny oddałabym prawie wszystko co mam ...
bo lubię Cię bardziej niż masło...
jesteś moim prywatnym demonem...
EM.
środa, 20 października 2010
słodycz wieczornego seansu
przystanek, przystaje tam zawsze po
linia autobusowa mojego życia
pulsuje krwawą pręgą wewnątrz mojej dłoni
płatki śniegu z głuchym łoskotem
kładą się zmęczoną bielą wieczoru
osiadają już śpiąco na płytki chodnikowe
stąpam ciężko po kruchym lodzie
łamiąc wszelkie zasady wieczornego seansu
przystanek, przystaje tam zawsze po
czego pragniesz ...
kup mi lukrecję , proszę
nienawidzę szczęśliwych par
mówiłeś poważnie
śmiałam się do łez wtedy
jej czarna słodycz kolorowała moje serce
do granic, nie wychodząc poza linie dobrego smaku
linia autobusowa mojego życia
pulsuje krwawą pręgą wewnątrz mojej dłoni
płatki śniegu z głuchym łoskotem
kładą się zmęczoną bielą wieczoru
osiadają już śpiąco na płytki chodnikowe
stąpam ciężko po kruchym lodzie
łamiąc wszelkie zasady wieczornego seansu
przystanek, przystaje tam zawsze po
czego pragniesz ...
kup mi lukrecję , proszę
nienawidzę szczęśliwych par
mówiłeś poważnie
śmiałam się do łez wtedy
jej czarna słodycz kolorowała moje serce
do granic, nie wychodząc poza linie dobrego smaku
wtorek, 19 października 2010
relacje
rozstanie
przerywany stosunek
nie zapładnia myśli bólem
przyklejam plasterek przeciw
na ranę
nie krwawi
dziecko szczęścia ze mnie
nie płacze w mym wnętrzu
to tylko przerywany stosunek
nie krwawi, spokojnie
zasypiam...
plasterek na szczęście
przerywany stosunek
nie zapładnia myśli bólem
przyklejam plasterek przeciw
na ranę
nie krwawi
dziecko szczęścia ze mnie
nie płacze w mym wnętrzu
to tylko przerywany stosunek
nie krwawi, spokojnie
zasypiam...
plasterek na szczęście
a jednak...
tęsknie, nerwowe trzepotanie skrzydełek
nozdrza...
w płatki uszu szeptałam wirtualnie
prze całowałam milimetry Twoich ust
w myślach
nie chcący przeklinam i pozdrawiam
jak zwykle czule chowam Cię na potem
pachnie powietrze
nozdrza...nerwowo
uspokój się już
nie proszę o
nic...nie mam
siły na PS, tęsknie nerwowo...prze
z Ciebie
nozdrza...
w płatki uszu szeptałam wirtualnie
prze całowałam milimetry Twoich ust
w myślach
nie chcący przeklinam i pozdrawiam
jak zwykle czule chowam Cię na potem
pachnie powietrze
nozdrza...nerwowo
uspokój się już
nie proszę o
nic...nie mam
siły na PS, tęsknie nerwowo...prze
z Ciebie
piątek, 15 października 2010
okruchy...
Gestykuluje, jej dłonie tańczą skąplikowany taniec rozmowy. Konwersacja napowietrzna, poza werbalna...
Ostre sztylety dłoni przecinają precyzyjnie powietrzną przestrzeń rzeźbiąc w niej słowa. Cieniutkie szpileczki palców z kolorowymi główkami pomalowanych na ciemno paznokci, akcentują poszczególne frazy, przyszpilając je do tablicy uwagi rozmówcy.
Drobne koraliki kręgosłupa, nanizane na łańcuszki ścięgien, oplecione siateczką nerwów. Sznury koralowych naczyń krwionośnych pompują w tą skaplikowaną konstrukcję życie...
"Tajemnica pomarańczowej sypialni"
Moja pomarańczowa sypialnia
to najzimniejsze pomieszczenie tutaj.
Leży na tyłach domu...
To najzimniejsze pomieszczenie
może dlatego nie lubię tam być
może dlatego się w niej nie kocham
może dlatego, że nikt mnie nie kocha.
A ma taki pyszny pomarańczowy kolor
nie chce mi się do nawet próbować
zamykam szczelnie dżwi.
Wychodzę, może dlatego, że nie lubię tam być...
"Sny..."
och sny, całowałeś czubki moich palców
wnętrze dłoni obwodziłeś językiem
namiętnie zgłębiałeś go w ciepłe
i pulsujące życiodajną krwią zgięcie łokcia
delikatnie gryzłeś kości obojczyków
i zlizywałeś z moich skroni
niecierpliwe kropelki potu
dotykałeś nieśmiało ustami
moich ust
tak tego pragnę...
tylko proszę nie dotykaj mnie jeszcze
to wciąż za szybko
tak tego pragnę...
Ostre sztylety dłoni przecinają precyzyjnie powietrzną przestrzeń rzeźbiąc w niej słowa. Cieniutkie szpileczki palców z kolorowymi główkami pomalowanych na ciemno paznokci, akcentują poszczególne frazy, przyszpilając je do tablicy uwagi rozmówcy.
Drobne koraliki kręgosłupa, nanizane na łańcuszki ścięgien, oplecione siateczką nerwów. Sznury koralowych naczyń krwionośnych pompują w tą skaplikowaną konstrukcję życie...
"Tajemnica pomarańczowej sypialni"
Moja pomarańczowa sypialnia
to najzimniejsze pomieszczenie tutaj.
Leży na tyłach domu...
To najzimniejsze pomieszczenie
może dlatego nie lubię tam być
może dlatego się w niej nie kocham
może dlatego, że nikt mnie nie kocha.
A ma taki pyszny pomarańczowy kolor
nie chce mi się do nawet próbować
zamykam szczelnie dżwi.
Wychodzę, może dlatego, że nie lubię tam być...
"Sny..."
och sny, całowałeś czubki moich palców
wnętrze dłoni obwodziłeś językiem
namiętnie zgłębiałeś go w ciepłe
i pulsujące życiodajną krwią zgięcie łokcia
delikatnie gryzłeś kości obojczyków
i zlizywałeś z moich skroni
niecierpliwe kropelki potu
dotykałeś nieśmiało ustami
moich ust
tak tego pragnę...
tylko proszę nie dotykaj mnie jeszcze
to wciąż za szybko
tak tego pragnę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









